Gdybyśmy mieli wybrać tylko jeden dzień w roku, taki który koniecznie chcielibyśmy spędzić z rodziną, większość z nas wybrałaby 24 grudnia – Wigilię Bożego Narodzenia.

Wprawdzie z religijnego punktu widzenia ważniejsze są 25 i 26 grudnia, ale społecznie liczy się przede wszystkim Wigilia. To właśnie w ten dzień chcielibyśmy być z rodzicami, z dziećmi, z mężem, z żoną.
Jesteśmy w stanie wrócić do rodzinnego domu z końca świata, wydając majątek na bilet, żeby tylko zasiąść z
bliskimi przy wigilijnym stole. Szczególnie, jeżeli obawiamy się, że to może być np. ostatnia Wigilia babci.
Czy to zatem nie dziwne, że tak dla nas ważny, najbardziej rodzinny czas w całym roku oficjalnie jest tylko zwykłym dniem pracy? I to wtedy, gdy dni mniej dla nas istotne są wolne? W tym kraju, żadne inne święto nie jest tak poważnie i powszechnie obchodzone, a to akurat w świetle prawa świętem w ogóle nie jest.
Wielu z nas radośnie korzysta natomiast z tzw. „świąt pomostowych” traktując je tylko jako konieczny element kolejnego długiego weekendu. Nawet drugiego dnia świąt zwykle już tylko „umieramy z
przejedzenia” przed telewizorem.
A jednocześnie w dniu, na którym nam naprawdę zależy możemy w praktyce zostać zatrzymani w pracy, także w nadgodzinach.
Zwykle pracodawcy rozumieją sytuację. Zdają sobie sprawę, że ani nie pojawi się wielu klientów, ani nie da się wiele załatwić, a pracownicy i tak będą myślami gdzie indziej. Dlatego wolą, żeby Wigilia została odpracowana w poprzednią sobotę, a w ostateczności po prostu pozwalają ludziom wyjść wcześniej.
Jednak nie zawsze tak jest.
Pewnego dnia i my możemy trafić na szefa, który skorzysta z okazji i wyłącznie po to, żeby nam dokuczyć,
w ostatniej chwili, w Wigilię, zatrzyma nas w firmie. Z mobbingiem można oczywiście walczyć, ale przecież szef upierający się, żeby ktoś pracował w zwykły dzień pracy nie powinien nikogo dziwić.
Przyczyną jednak nie zawsze jest mobbing, czasami wystarczy niedoinformowanie. Kiedyś, w jednej z instytucji państwowych, zapowiedziano pracownikom w Wigilię, że minister przyjdzie złożyć im życzenia, zatem nie powinni do tego czasu wychodzić. Zanim stało się jasne, że nikt do tych ludzi nie przyjdzie, minęła
20.00. Ci, którzy mieli dotrzeć na Wigilię do innych miast, dojechali dopiero w nocy.
Przyczyną może być też niechęć do rezygnacji z choćby minimalnego zarobku. Jak inaczej
wytłumaczyć wyludnione hipermarkety, w których w gruncie rzeczy niepotrzebnie,
zmusza się kasjerów do pracy?
Owszem, są prace, które muszą zostać wykonane i w Wigilię – muszą wtedy działać szpitale, elektrownie, dps-y czy wodociągi. Ale zdecydowanej większości prac akurat wtedy wcale nie trzeba wykonywać. Skoro zatem mamy święta służące większości Polaków już tylko jako długie weekendy, to tym bardziej świętem powinno być to, które jest celebrowane naprawdę.
Postawmy sprawę jasno, dla większości Polaków to najważniejsze święto w roku – święto rodziny.
A prawo nie powinno do tego stopnia ignorować tego, co ma tak ogromne znaczenie dla
tylu z nas. Dlatego Wigilia powinna zdecydowanie zostać uznana za dzień ustawowo wolny od pracy.
—
Tekst ten napisałam już w 2007 roku i opublikowałam w Wiadomościach24.
Nie spodziewałam się wtedy, że kilka lat później, w 2011 roku, rządzący zapewnią nam dodatkowy dzień wolny od pracy związany z Bożym Narodzeniem, ale będzie nim… 6 stycznia. Obecnie znany zimowy długi weekend narciarski, przedłużający wyjazdy sylwestrowe.
Dodatkowo, za 6 stycznia zapłaciliśmy utratą możliwości odbierania dni wolnych za dni wolne od pracy przypadające w sobotę.
A Wigilia jak nie była dniem wolnym od pracy, tak nadal nim nie jest. Nadal mogą nas wtedy zatrzymać w pracy, nawet jeśli nie miałoby to żadnego sensu. Najważniejsze święto w roku dla większości Polaków nadal nie podlega ochronie.
Marta Wieszczycka